Ze względu na długość tekstu jaki mi się urodził postanowiłem podzielić te posty na kilka części. W tej opiszę moją drogę w Karpaczu do Wang aż do cudownego schroniska PTTK „Samotnia”. Oczywiście kolejna część będzie opisywać główny cel podróży czyli Śnieżkę.
Środek nocy, jazda praktycznie pustym autobusem z dopiero co kupionym plecakiem turystycznym. Poza mną w autobusie jedzie młoda para wracająca z imprezy a na samym końcu przysypia pracownik z nocnej zmiany z pobliskich zakładów przemysłowych.
Właśnie tak zaczęła się moja spontaniczna podróż w góry od Wang aż po schronisko PTTK „Samotnia” ostatecznie na szczyt najwyższej góry Polskich Karkonoszy – Śnieżkę. Nie wiedziałem jeszcze, że to właśnie ten wyjazd będzie decydującym jak potoczą się kolejne lata.
Wybija północ jak stoję z osoba towarzyszącą na peronie w oczekiwaniu na bezpośredni pociąg do Jeleniej Góry. Sama droga obyła się bez większych wrażeń. Coś koło 7 godzin jazdy z czego 3-4 godziny przespane. W pensjonacie udało nam się zameldować około godziny 10.
Historia Wang i początek trasy.

Świątynia Wang znajduje się tuż przy kasie biletowej Karkonoskiego Parku Narodowego, a sam budynek jak i ogródek przyciągają wzrok już na początku naszej wycieczki. Wejście jest bardzo przystępne więc wielu turystów rozpoczyna zwiedzanie od tego właśnie miejsca.
Historia Świątyni ma swój początek nie w Polsce, lecz w Norwegii. Budynek był położony w miejscowości Vang nad jeziorem Vang (norw. Vangsmjösi) i tam było jego miejsce od przełomu XII i XIIw. Natomiast w XIXw., świątynia wymagała remontu, a miasto potrzebowało większego miejsca sprawowania kultu. Postanowiono zatem zaciągnąć pożyczkę na budowę nowej a Świątynię Wang wystawić na sprzedaż. Budynek został rozebrany w 1841r. i przewieziony do Szczecina.
Król pruski Fryderyk Wilhelm IV zakupił zabytek z myślą umieszczenia go na Wyspie Pawiej koło Berlina. Pomysł ten porzucono a ostatecznie budynek stanął w Karpaczu, gdzie budowa trwałą od 2 sierpnia 1841r do 28 lipca 1844r. Wiele elementów świątyni powstało później, jak np. Granitowa Wieża, która ma za zadanie chronić budynek przed mocnymi podmuchami wiatru ze Śnieżki. Wiele informacji i historii można zaczerpnąć na stronie parafii Wang.
Widoki przy schronisku
Wcześniej wspominałem o tym, że była to ryzykowna trasa. Tak, temperatura tego dnia sięgnęła 32 stopni Celsjusza, niebo bez żadnej chmury, warunki wręcz idealne do tego by chodzić lub nabawić się udaru. O kremie z filtrem UV przypomniałem sobie następnego dnia po tym jak czułem, że moja cała skóra płonie. To były warunki w których pierwszy raz poczułem, że to moje miejsce. Nigdy nie czułem się tak jak się czułem patrząc na widoki jakich doświadczyłem tego dnia.

Na początku trasa nie powala widokami bo początkowo idziemy szlakiem pośród drzew. Dla kogoś kto spędzał mało czasu z naturą było to swego rodzaju wytchnieniem.
Każdemu mogę polecić trasę na spokojny spacer do Polany Karkonoskiej gdzie można spokojnie usiąść na ławce. Czas dojścia to około godziny a odległość 2 km.
Tu zbliżamy się do momentu w którym wystąpił u mnie pierwszy zachwyt. Miejsce to jest już po przejściu polany, na której spotykaliśmy się ze strażnikiem KPN sprawdzającym bilety.
Do teraz nie wiem czy był to może właściwy moment dnia, czy może bycie ślepym na proste, a zarazem cudowne piękno natury z którą nie miałem wiele kontaktu. Wiem tylko, że żywa kolorystyka, czystość powietrza oraz adrenalina z pierwszych dłuższych wyjść w góry wprawiły mnie w osłupienie!

Po nawodnieniu się i cyknięciu kilku fotek ruszyliśmy dalej. Trasa była słabo zaplanowana, bo jedynym planem było trzymanie się niebieskiego szlaku. Co spotkaliśmy po drodze było niespodzianką na każdym kroku.