Wyjazd w nasze kochane Tatry. Akurat jak nie raczą mnie burzami i hektolitrami deszczu to zimą postanowiły zmienić się w Szklane Góry. Przez co w samej drodze powrotnej z wejścia na szlak do pensjonatu potoczną „glebę” zaliczyłem 5 razy. Nie obyłoby się bez złamania, którejś z kończyn na samym szlaku, gdyby nie raki których recenzje popełniłem w ostatnim poście (link do recenzji znajdziecie TUTAJ).
Śniegu dużo, słońce oraz lawinowa jedynka. Na lepsze warunki nie można by było liczyć. Jedyne czego mi brakowało tego dnia, to więcej czasu…
Droga do szlaku
Całą trasę zastanawiałem się co było trudniejsze. Trasa w samych górach, czy może jednak przejście przez Zakopane o godzinie 4:30 rano by dojść do szlaku. Doszedłem do wniosku, że sama droga przez miasto była bardziej ryzykowna. Większość lub chociaż cześć z nas zdaje sobie sprawę z zagrożeń wynikających z wyjścia w góry.
Latem – gwałtowane pogoda, możliwy udar cieplny, tłumy na szlakach i brak asekuracji w wyższych partiach Tatr przez innych turystów. Zimą – lawiny, opady śniegu, wiatr i oblodzenia. Ale po co w ogóle wychodzić w góry?! Skoro w mieście można dostać jeszcze większą dawkę adrenaliny. Nic tak nie podnosi ryzyka utraty zdrowia i życia jak upadek… na oblodzonej jezdni przy braku chodnika… głową w stronę środka ulicy… Cieszę się, że kierowca wyhamował…
Samo dotarcie do wejście na szlak zajęło mi prawie godzinę. Tam już nastąpiła pierwsza około 10 minutowa przerwa na dalsze przygotowanie – czyli założenie czołówki i jakieś pseudo śniadanie składające się z kilku herbatników.
Do Wielkiej Polany Małołąckiej drogę dzieliłem wraz z innymi miłośnikami gór. Idąc samemu w ciemnicy nim jeszcze pierwsze promienie słońca znaczą przebijać swą drogę przez korony drzew. Miło jest spotkać kogoś, oczywiście jeśli nie okaże się on niedźwiedziem czy też innym zwierzem.
Szklane Góry
Moim celem tego dnia było wejście na Kondracką Kopę. Niestety, nie doszedłem na sam szczyt. Przeczucie mi podpowiedziało by odpuścić, ale również dźwięki Sokoła w mojej okolicy dały mi do zrozumienia, że nie warto iść dalej. Tym bardziej jak komuś się śpieszy.
W kronikach TOPR z tego dnia można przeczytać:
Piątek 17.01.2019
Tuż po 9-tej do TOPR zadzwonił jeden z uczestników wycieczki informując, że w 2 osoby utknęli w oblodzonym terenie pod Kopą Kondracką. Nie są w stanie samodzielnie, bezpiecznie zejść. Proszą o pomoc. Wystartował śmigłowiec. Ze względu na silny wiatr nie można było dolecieć do turystów. Ratownicy desantowali się w rejonie Przeł. pod Kopą Kondracką. Po dotarciu do turystów założono im uprzęże ewakuacyjne, sprowadzono w miejsce skąd mógł podebrać ich na pokład śmigłowiec, którym zostali przetransportowani do Zakopanego.
[Kronika TOPR, Źródło: http://www.topr.pl/organizacja-topr/archiwum/571-kronika-topr-19-01-2020]
Efekt Szklanych Gór pojawia się coraz częściej. Jest to zjawisko, które zebrało już w polskich górach swoje żniwo. W kronikach TOPR z tego roku można nie tylko przeczytać o ewentualnych złamaniach.Najbardziej niebezpieczne są poślizgnięcia. Śmierć poniosło w tym czasie kilku doświadczonych i dobrze przygotowanych taterników.
Dzień dobry jak po tym czasie sprawują się raki, nie pęknął łącznik ? ?
Raki sprawują się świetnie. Łącznik nie pękł. Jedyny problem to drobne rdzewienie zębów, oraz na jednym mam je lekko wygięte (moja wina. Bliższe spotkanie z kamieniem)